Kilometry w darze, serce Klarze

Kategoria: Wielkie Księstwo Litewskie 2014 (Page 2 of 2)

Śnieg w środku lata?

Wczorajszy dzien spedzielismy ogladajac okolice Woronowa. Pogoda dopisywala – slonce swieci nieprzerwanie cale dnie:) Wsrod pol trafilismy na wielkie gospodarstwo zawane kolchozem – moze jeszcze niektorzy pamietaja co to jest:) Dzieki temu udalo nam sie zrobic zdjecia koniom. Reszte dnia spedzlismy nad jeziorem. Wieczorem porozmawialismy z gospodarzami uzywajac jako jezyka mieszanki polsko-rosyjsko-bialoruskiej. Dzis po mszy ruszylismy do Lidy. Trasa krotka, ale slonce nie proznuje i ogrzewa ( 36 stopni). A teraz jestesmy w gosciach u brata Janka – Jurka, ktory jest strazakiem. Wiecej zobaczycie na zdjeciach:)

Inny świat?

Siedzimy właśnie pod kościołem w Woronowie na Białorusi. Tutaj akurat mamy internet 🙂 Udało się! Znowu, po raz kolejny wszystko poszło zgodnie z planem. Pan nas nie opuścił 😉 Jak to było?

Wczoraj, 1 sierpnia, ruszyliśmy z Wilna na południe w kierunku Białorusi. Wybraliśmy boczną drogę i to był świetny wybór – piękne pożegnanie z Litwą 🙂 Punktem kulminacyjnym tego dnia było oczywiście przekraczanie granicy. Dawno tego nie robiliśmy, bo ostatnio podróżowaliśmy albo po UE albo samolotami i przechodziliśmy kontrole na terminalach. Na początku byliśmy nieco zdezorientowani jak poruszać się na przejściu. Byliśmy również nieco ostrożni, bo wiadomo – nie chcieliśmy nikomu podpaść 🙂 Rowerami ominęliśmy całą kolejkę samochodów i ciężarówek i poruszaliśmy się tak jak „ludzie z siatkami” 🙂 Opuściliśmy Litwę, wypełniliśmy „świętą” karteczkę, której zgubić nie można (są na niej te same informacje, które podawaliśmy wyrabiając wizę) i poszliśmy stać w kolejce tam gdzie wszyscy. Kontrola paszportowa i dalej stoimy. Po jakichś 30 minutach okazało się, że stoimy tutaj niepotrzebnie bo nie przewozimy ani alkoholu, ani papierosów 🙂 Taka nauka na przyszłość 🙂 Celnik pozwolił nam jechać dalej. Na następnej bramce okazało się ze jednak nie mamy jednego stempelka i nazad:-) Pan, który nas odrawiał już sobie gdzieś poszedł, więc stanąłem znowu w kolejce… Po chwili podszedł do mnie inny celnik, który widział nas z rowerami zapytał ponownie o alkohol i papierosy i wierząc na słowo dał pieczątkę i puścił dalej. Hurra! 🙂 Podsumowując przejście przez granicę: pełna kulturka, naprawdę sprawnie i po europejsku:-) Duży plus dla Białorusi 🙂

Zostało nam do przejechania tylko kilkanaście kilometrów do Woronowa. Tutaj już czekali na nas rodzice Janka* i wspaniale nas ugościli. Pani Anna to złota kobieta i bardzo się nami zajmuje:-) Dzięki jej uprzejmości mamy już załatwiony meldunek na Białorusi i nie powinniśmy mieć problemów na granicy, wyjeżdżając. Nauka jest też taka, że trzeba mieć kopię wszystkich dokumentów ze sobą 🙂 i być przygotowanym na powtarzanie kilka razy tych samych informacji na różnych formularzach 😉 Jednak formalności już za nami, możemy ruszać dalej zwiedzać Białoruś 🙂 A podobno jeżdżenie rowerem po Białorusi miało nie być możliwe:-) Można? 🙂

Tomek K

*Janek jest bardzo serdecznym Białorusinem, klerykiem w Ożarowie, który pomógł nam w wielu sprawach organizacyjnych przed wyjazdem.

Wilno jest wielce okej

Zwiedzanie Wilna zaczęliśmy wczoraj późnym popołudniem. Ponieważ było już późno to oglądaliśmy z zewnątrz. Na zdjęciach widać, że czasu  nie marnowalismy (pozdrowienia dla Agnieszki i Kasi:-) ). Mimo długiego odcinka dzień wcześniej,  moja lewa stopa mnie nie bolała (pozdrowienia dla Kuki, generalnie noga  jest grzeczna i sprawuje się bardzo dobrze). Dziś wypoczęci ruszyliśmy na miasto. Udało nam się wejść do kilku kościołów, cerkwi, na jedno boisko i cmentarz i jeszcze zjeść smaczny obiad.  Pasmo sukcesów :-).  Na zdjęciach trochę widać jakie jest Wilno. Zapewniam,  że to namiastka i trzeba samemu to zobaczyć,  dwa dni to za mało. Wrażeń jest dużo,  miasto z jednej strony podobne do tych co w Polsce.  Królowie ci sami,  mało ścieżek rowerowych.  A z drugiej strony jest subtelna różnica,  która trudno opisać.  A jutro będziemy ruszać na Białoruś,  trzymajcie kciuki za dalsze przygody.

Zuzia

Magiczna bariera 100 km przełamana:-D

Nic tego nie zapowiadało, ale we wtorek 29.07 przejechaliśmy rekordowe 107 km (z pozdrowieniami dla Iwony Sz:-)). Dzień wcześniej, w Kownie, wydawało się to niemożliwe, bo byliśmy bardzo zmęczeni. Jednak porządne mycie i noc w hostelu postawiły nas na nogi i pierwsze dłuższe postoje robiliśmy dopiero po 40-50 km, a było naprawdę gorąco (jak co dzień 😉 – z pozdrowieniami dla Doroty S.:-)). Druga rzecz to – mapa wskazywała, że w okolicach Kernave jest jedyne jezioro na trasie i może tam być bardzo ładnie. Miał być nawet kemping… Ale o tym za chwilę.

Mapa. Mieliśmy kupić mapę na miejscu, ale okazała się niepotrzebna. Na Litwie są dobre oznaczenia dróg, a po pobraniu w Open Street Maps mapy Łotwy (?!) mamy szczegółową mapę z GPSem na komórce:-) W zupełności wystarcza, baterii również 😉

Sam kemping – bardzo ładny, jednak nie było wolnych pokoi i nie można było rozbić namiotu (?!). Wylądowaliśmy niedaleko „na dziko” i też było super 🙂 Po tylu kilometrach nie było mowy, aby jechać dalej.

Następnego dnia zostało nam około 36 km do Wilna i oto jesteśmy. Następny wpis o samym Wilnie:-)

Tomek K.

Kowno

Trochę pochodziliśmy i padamy już 🙂 Ładne stare miasto. Na mnie największe wrażenie zrobił kościół św. Jerzego. Wiele razy czytałem o tym jak komuniści robili z kościołów magazyny i jak one przez to niszczały. Ale zobaczyć to na własne oczy to co innego… Bardzo smutny widok, kiedyś pięknego pewnie kościoła, który dziś wygląda jak zapleśniała piwnica 🙁 Był tutaj magazyn leków. Kilka lat temu franciszkanie odzyskali kościół i powoli próbują go odnawiać. Trzymajmy kciuki 🙂

Tomek K.

Wodzu prowadź na Kowno

W niedziele ruszyliśmy w kierunku Litwy, samo przejście przez granicę odbyło się bez problemów 🙂 Na Litwie przywitała nas piekna asfatowa droga, która bardzo szybko zmienila sie w drogę szutrowa. Widoki wynagradzaly wszelkie niedogodnosci, czyli nawierzchnie, po ktorej jechalo sie jak po tarce, upał oraz liczne podjazdy. Na szczęście było tez wielu sprzymierzeńców w postaci drzew, ktore dawały wymarzony cień (z pozdrowieniami dla Kasi S. 🙂). Na niedziele mielismy zaplanowane przejechać 90 km i z duma piszę ze cel udało się osiągnąć 🙂 Co prawda gps potrzebowal troche wiecej czasu na dostosowanie sie, wiec musi wystarczyc moje slowo – ale czuje w nogach, że to właśnie bylo 91 km. Dzien zakonczylismy nad Niemnem (z pozdrowieniami dla Madzi W.:-)).  A rano – pakowanie, sniadanie i dalsza jazda – kierunek Kowno. Gps przez noc odpoczal wiec bedzie tez zapis z naszych dziesiejszych dokonan – 42 km może nie brzmia imponująco ale wierzcie ze latwo nie bylo. Litwa ma bardzo dziwne uksztaltowanie terenu i zdecydowanie wiecej jest podjazdow niz zjazdow;-) Kowno zdodbyte, obecnie nabieramy sil a potem ruszamy zwiedzac miasto.

Zuzia

Pierwsze koty za płoty

Zaczęło się 🙂 Najpierw była podróż pociągiem i na full napchany wagon dla rowerów. Nie ma to jak sprawny zapakunek. Na szczęście PKP wychodzą klientowi na przeciw i dla bezpieczeństwa pasażerów duże podwójne drzwi były szczelnie zamknięte plastikowym zaciskiem 🙂 Nic to, daliśmy radę. Dość spodziewane było również pół godzinne opóźnienie pociągu, jednak miłą niespodzianką była rozdawana w ramach rekompensaty woda mineralna – jest progres 🙂
Okazało się również, że nie warto pakować swojego roweru na początku jeśli się zaraz wysiada;-) Na szczęście to nie nasze doświadczenie, ale pana który postanowił przypakować zdejmując wszystkie rowery z haków.
W końcu wypakowaliśmy się z pociągu i ruszyliśmy. Jeszcze tylko po 500 m musieliśmy cofać się po moje buty, które spadły pod TIRa i mogliśmy wyjechać z Suwałk i ruszyć w trasę 🙂
Pogoda była przepiękna, słoneczna (tu pewnie niektórzy się zmartwią;-)). Na trasie do Sejn ruch wahadłowy non stop, więc raczej staraliśmy się pojechać bokiem. Motywem przewodnim dzisiejszego dnia były… młode bociany, które uczą się latać aby niedługo opuścić Ojczyznę 😉 Spotykaliśmy na każdym kroku te piękne, majestatyczne ptaki. I cóż jeszcze? Resztę niech dopowiedzą zdjęcia (korzystamy jeszcze z polskiego internetu – potem nie będzie ich tyle:-) ). Pod zdjęciami nasza dzisiejsza trasa i statystyki 🙂

Tomek K.

Ostatnie przygotowania

To już jutro o tej porze będziemy mknąć pociągiem w kierunku Suwałk! Została jeszcze chwila na ostanie przygotowania, np. pakowanie:) Wczoraj udało się odebrać białoruskie wizy – zajęło to 10 minut razem ze staniem w kolejce. Pani w okienku przystawiła pieczątkę na pokwitowaniu wpłaty i wydała paszporty. Ciekawe co będzie dalej.

A tak wygląda, nie tak bardzo łatwo dostępna, wiza do innego (lepszego?) świata… do kraju gdzie stempel ma naprawdę duże znaczenie;-)

IMG_20140725_123114726

Wiza

Przed wyruszeniem w trasę niezbędne są przygotowania. Wiadomo, że trzeba mniej więcej zorientować się dokąd chce się jechać, co warto zabrać, a co lepiej żeby zostało w domu. Część dotycząca Litwy poszła sprawnie –wiadomo kraj Unii Europejskiej – można jechać w każdej chwili. A Białoruś – jest już bardziej tajemnicza. Trudnej wyobrazić sobie jak tam jest, szczególnie opierając się na wiadomościach ogólnie dostępnych w mediach oraz stereotypach siedzących w głowach. Ale nie zatrzymało nas to i ruszyliśmy do konsulatu. Tomek poszperał w Internecie i poczytał trochę co trzeba mieć. Ja trochę się zgapiłam i w dniu stawania w kolejce brakowało mi nr polisy, która była już wykupiona. Na szczęście kolejka była całkiem spora, więc była szansa, że pani dośle na czas potrzebny szczegół. Samo stanie w kolejce było już ciekawym doświadczeniem – nie wiadomo czy się uda, pani wciąż nie przesłała numeru, do wyjazdu blisko, gorąco. W końcu stanęliśmy przed paniami w okienkach. Ja wciąż bez nr polisy (na szczęście nie ja pierwsza – w ostateczności miałam kupić ubezpieczenie od ręki w biurze obok konsulatu). A pani w okienku pierwsze co zapytała to czy jest zaproszenie, a my go oczywiście nie mieliśmy:). Z zebranych informacji wydawało się, że na pobyt krótszy niż 10, wystarczy rezerwacja z hotelu. Dzięki pomocy Eli i determinacji Tomka zaproszenie udało się otrzymać. Zatem półtora tygodnia przed wyjazdem ponownie stanęliśmy w kolejce. Polisę już miałam, zaproszenie, skan paszportu osoby zapraszającej, własny paszport, zdjęcie, wniosek – czyli plik niezbędnych dokumentów. Tylko czasu do wyjazdu było mało i nie byliśmy pewni czy w trybie normalnym wiza będzie na czas. Tym razem pani w okienku bez słowa wzięła wszystko, obejrzała, zabrała wniosek i paszport, a resztę mi oddała. Okazało się, że wiza będzie na czas, bez dodatkowych opłat. Czyli jedziemy na Białoruś! Wiza do odbioru w czwartek. Jak będzie – nie wiadomo, dotychczasowe doświadczenia pokazuję, że powinniśmy nastawiać się na niespodzianki:)

Start już coraz bliżej!

Hurra!

To już ostatnie dni ekspresowych przygotowań i w sobotę rano wsiadamy w pociąg „Hańcza” relacji Warszawa-Suwałki. O 12:44 wysiadamy i ruszamy na rowerze po przygodę:-) Tutaj będziecie mogli śledzić co się u nas dzieje – zapraszamy!

WP_20140616_007
Newer posts »