Przed wyruszeniem w trasę niezbędne są przygotowania. Wiadomo, że trzeba mniej więcej zorientować się dokąd chce się jechać, co warto zabrać, a co lepiej żeby zostało w domu. Część dotycząca Litwy poszła sprawnie –wiadomo kraj Unii Europejskiej – można jechać w każdej chwili. A Białoruś – jest już bardziej tajemnicza. Trudnej wyobrazić sobie jak tam jest, szczególnie opierając się na wiadomościach ogólnie dostępnych w mediach oraz stereotypach siedzących w głowach. Ale nie zatrzymało nas to i ruszyliśmy do konsulatu. Tomek poszperał w Internecie i poczytał trochę co trzeba mieć. Ja trochę się zgapiłam i w dniu stawania w kolejce brakowało mi nr polisy, która była już wykupiona. Na szczęście kolejka była całkiem spora, więc była szansa, że pani dośle na czas potrzebny szczegół. Samo stanie w kolejce było już ciekawym doświadczeniem – nie wiadomo czy się uda, pani wciąż nie przesłała numeru, do wyjazdu blisko, gorąco. W końcu stanęliśmy przed paniami w okienkach. Ja wciąż bez nr polisy (na szczęście nie ja pierwsza – w ostateczności miałam kupić ubezpieczenie od ręki w biurze obok konsulatu). A pani w okienku pierwsze co zapytała to czy jest zaproszenie, a my go oczywiście nie mieliśmy:). Z zebranych informacji wydawało się, że na pobyt krótszy niż 10, wystarczy rezerwacja z hotelu. Dzięki pomocy Eli i determinacji Tomka zaproszenie udało się otrzymać. Zatem półtora tygodnia przed wyjazdem ponownie stanęliśmy w kolejce. Polisę już miałam, zaproszenie, skan paszportu osoby zapraszającej, własny paszport, zdjęcie, wniosek – czyli plik niezbędnych dokumentów. Tylko czasu do wyjazdu było mało i nie byliśmy pewni czy w trybie normalnym wiza będzie na czas. Tym razem pani w okienku bez słowa wzięła wszystko, obejrzała, zabrała wniosek i paszport, a resztę mi oddała. Okazało się, że wiza będzie na czas, bez dodatkowych opłat. Czyli jedziemy na Białoruś! Wiza do odbioru w czwartek. Jak będzie – nie wiadomo, dotychczasowe doświadczenia pokazuję, że powinniśmy nastawiać się na niespodzianki:)